Państwo polskie po raz kolejny próbuje realizować misję społeczną za cudze pieniądze. Procedowany projekt zmian w ochronie lokatorów to w rzeczywistości „licencja na niepłacenie”, która prywatnych właścicieli mieszkań zmienia w darmowych pracowników opieki społecznej. Dlaczego próba zlikwidowania eksmisji „na bruk” uderzy rykoszetem w cały rynek i sprawi, że uczciwi najemcy zapłacą za błędy systemu?
W polskiej debacie publicznej powraca projekt przepisów, które mają jeszcze silniej chronić najemców przed eksmisją „na bruk”. Choć intencją ustawodawcy jest zapobieganie bezdomności, w rzeczywistości proponowane zmiany stanowią niebezpieczny precedens. Państwo polskie, zamiast rozwiązywać problemy systemowe, decyduje się na krok najłatwiejszy i najbardziej nieuczciwy: przymusowe przerzucenie ciężaru polityki socjalnej na barki prywatnych właścicieli mieszkań.
Państwo abdykuje, właściciel zostaje zakładnikiem
Zgodnie z Konstytucją, to władza publiczna jest zobowiązana do prowadzenia polityki sprzyjającej zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych i zapobieganiu bezdomności. Tymczasem rządowy plan zmian w prawie (projekt UD365) sugeruje coś zupełnie odwrotnego. Państwo przyznaje się do własnej bezsilności w budowie mieszkań socjalnych i noclegowni, po czym arbitralnie wyznacza prywatnych obywateli do pełnienia roli „bezpiecznika socjalnego”.
Jest to sytuacja głęboko niemoralna. Właściciel mieszkania, często spłacający z czynszu kredyt, staje się zakładnikiem nieuczciwego najemcy. Państwo pozwala lokatorowi nie płacić, jednocześnie zabraniając właścicielowi odzyskania jego własności. W praktyce oznacza to, że prywatna osoba ma ustawowy obowiązek bezpłatnie utrzymywać, ogrzewać i chronić obcą osobę, która rażąco łamie warunki umowy.
Systemowe sankcjonowanie pasożytnictwa
Proponowane zaostrzenie zakazu eksmisji to sygnał dla nieuczciwych osób: „możecie nie płacić, prawo stoi po waszej stronie”. Taka konstrukcja przepisów niszczy zaufanie społeczne i promuje patologię. Właściciel, który pada ofiarą niepłacącego lokatora, wpada w podwójną pułapkę. Z jednej strony traci dochód, z drugiej – pod groźbą kary kryminalnej za tzw. „uporczywe nękanie” – nie może odciąć mediów ani wymienić zamków. Musi finansować cudze życie, podczas gdy państwo „patrzy w inną stronę”.
To klasyczna hipokryzja systemowa. Gdyby obywatel nie zapłacił podatku, państwo ścigałoby go z całą surowością. Jednak gdy ten sam obywatel staje się ofiarą nieuczciwego najemcy, państwo nagle staje się „wyrozumiałe” – ale wyłącznie wobec dłużnika. Właściciel zostaje sam z kosztami, prawnikami i stresem, podczas gdy gminy od lat nie realizują swoich obowiązków w zakresie budownictwa komunalnego.
Pustostany: Cena strachu przed lokatorem
Najbardziej tragicznym skutkiem ubocznym tej polityki jest gwałtowny wzrost liczby pustostanów. W Polsce setki tysięcy mieszkań stoją pustych, bo ich właściciele dokonali chłodnej kalkulacji: lepiej nie zarabiać wcale niż ryzykować utratę kontroli nad lokalem na 5 czy 10 lat procesu.
Gdyby państwo zamiast „przykręcania śruby” zaoferowało realne gwarancje – np. szybką ścieżkę arbitrażu w 30 dni lub fundusz pokrywający straty właściciela w czasie trwania eksmisji – rynek zalałyby tysiące ofert. Zwiększona podaż naturalnie obniżyłaby ceny najmu dla wszystkich. Tymczasem rząd wybiera drogę na skróty: mrozi rynek, straszy właścicieli i sprawia, że mieszkanie staje się towarem luksusowym i ryzykownym.
Wnioski: Potrzebna sprawiedliwość, nie populizm
Prawdziwa ochrona lokatora powinna odbywać się w lokalach gminnych i schroniskach finansowanych z podatków, a nie w prywatnych sypialniach. Zmuszanie obywateli do pełnienia roli darmowej pomocy społecznej to prosta droga do zniszczenia rynku najmu.
Nie można realizować szczytnych celów społecznych poprzez grabież prawowitych właścicieli i dewastację prawa własności. Jeśli państwo chce być miłosierne, niech robi to za własne pieniądze, a nie za oszczędności życia ludzi, którzy mieli odwagę zainwestować w nieruchomość. Bez sprawiedliwego balansu między prawem lokatora a prawem właściciela, polski rynek mieszkaniowy pozostanie chory, a problem bezdomności będzie się tylko pogłębiał – tym razem na koszt osób uczciwie płacących swoje podatki.
Artykuł został również opublikowany w 108. numerze Gazety Samorządność.